Strona domowa / Bez kategorii / Oceanic, jako globalny gracz na rynku kosmetycznym – Dorota Soszyńska mówi – „jestem gotowa na wyzwania!”

Oceanic, jako globalny gracz na rynku kosmetycznym – Dorota Soszyńska mówi – „jestem gotowa na wyzwania!”

Niejeden przedsiębiorca wystraszyłby się lub zniechęcił na myśl o konieczności ucieczki przed wojną, upaństwowieniu firmy przez władze komunistyczne, areszcie za domniemaną spekulacje, czy konieczność odbudowany marki „made in Poland”, w kraju, w którym uwolnienie gospodarcze spowodowało napływ nad Wisłę marek zagranicznych, na które masowo rzuciło się społeczeństwo, puszczając w niepamięć wszystko, co było do tej pory polskie. Ten lęk i obawy przezwyciężyli w sobie twórcy jednej z najbardziej rozpoznawalnych w kraju i za granicą polskich firm rodzinnych.


Początki Oceanic w Polsce

Historia rodzinnego biznesu Państwa Soszyńskich rozpoczyna się chwilę przed II wojną światową, kiedy to Ignacy Zenon Soszyński w 1939 roku otwiera w Poznaniu fabrykę perfumeryjną Marsylianka, którą musiał porzucić i uciekać z kraju wraz z wkroczeniem Niemców na teren II Rzeczpospolitej. Po wojnie uparcie próbował rozwinąć biznes w Polsce. Jednakże władze komunistyczne znacjonalizowały jedną fabrykę w Łodzi. Niewzruszony Soszyński nie dawał za wygraną z państwową władzą i w 1952 roku otworzył Warszawskie Zakłady Przemysłu Chemicznego – „Ochota”. Przez kilka lat udawało się Soszyńskiemu rozwijać biznes i zyskiwać nowe doświadczenia w produkcji perfum. W 1955 roku do drzwi fabryki ponownie zapukała władza ludowa i złożyła Ignacemu Soszyńskiemu propozycję nie do odrzucenia – albo zrzeka się fabryki, albo trafia za kratki.

Foto: Ignacy Zenon Soszyński

Ignacy Soszyński w tym czasie był już głową rodziny. Małżeństwo z Zofią Idzikowską zaowocowało przyjściem na świat trójki dzieci: Wojciecha, Sylwii i Moniki. Poczucie odpowiedzialności za rodzinę spowodowało, że nestor rodu Soszyńskich zrzekł się praw do firmy i postawił na rozwój własny oraz biznesowy poza granicami kraju. Inaczej nie miałby szans na zbudowanie własnej fabryki. Wniosek o wyjazd naukowy na francuską Sorbonę w celu zgłębiania wiedzy o kompozycjach zapachowych i olejków eterycznych został pozytywnie rozpatrzony przez władzę ludową, która prawdopodobnie uznała, że skoro obywatel ma w Polsce żonę i trójkę małych dzieci, to szybko z zagranicy powróci.

Zagraniczny rozdział w życiu Soszyńskich

Tak więc Ignacy Zenon Soszyński dzięki wsparciu Politechniki Łodzkiej wyjechał do Francji, gdzie przez dwa lata studiował na Sorbonie, a następnie w Grasse – stolicy perfumiarstwa. Zdobyta wiedza i doświadczenie pozwoliły mu założyć małą manufakturę o nazwie Givoris, której wyroby za pośrednictwem autorskich innowacyjnych pomysłów i budowania sieci kontaktów zagranicznych, wysyłał na cały świat. W tym czasie pomagał mu również projekt francuskiego rządu, który z racji wysokich nadwyżek w produkcji alkoholu dopłacał eksporterom za jego wysyłkę. W perfumach, wodach kolońskich czy wodach toaletowych stężenie alkoholu bywa czasami wysokie.

Niestety wraz z kolejnymi miesiącami we Francji Soszyńskiemu zaczynało kończyć się pozwolenie na pobyt. Bogatszy o doświadczenia i biznesowe pomysły zdecydował się ruszyć dalej, byleby jeszcze nie wracać do Polski. Z Francji udał się do Algierii, z której szybko przeniósł się do Maroka, w którym po paru latach ciężkiej pracy i cyklicznego oszczędzania udało się zgromadzić kapitał niezbędny do uruchomienia własnego biznesu w Casablance. Tak też powstała firma Somapar, która w Maroku szybko zyskała miano silnego krajowego gracza.

Niestety w roku 1970 zmarła żona Soszyńskiego, z którą od momentu wyjazdu do Francji udało się Ignacemu Soszyńskiemu spotkać tylko raz. Nestor rodu postanowił ściągnąć do Maroka swoje dzieci, które od kilku lat uczyły się francuskiego. Soszyński weryfikował tę wiedzę pisząc do swoich dzieci listy w obcym języku. Mający wówczas 20 lat sukcesor Wojciech wyruszył do Maroka jako pierwszy. Podróż ze Szczecina do Casablanki statkiem drobnicowym trwała tydzień. Po perturbacjach związanych z sytuacją polityczną w Maroku i zamachu na króla Hassana II, w końcu, po czternastu latach rozłąki udało się spotkać ojcu i synowi. Znali się głównie z listów, więc należało poświecić trochę czasu na poznawanie się na nowo. Ignacy zadbał, by jego syn szybko zaaklimatyzował się w nowym kraju, nowej kulturze i nowym otoczeniu. Wojciech szybko zaasymilował się z nowym środowiskiem, dalej intensywnie uczył się języka francuskiego, aż w końcu udał się na studia chemiczne.

W tym czasie trwała marokanizacja przemysłu i wielu zagranicznych inwestorów sprzedawało firmy i wracała do swoich krajów. Nie mogli tego zrobić natomiast Soszyńscy, którzy nie chcieli wracać do Polski Ludowej. Tak też udało się zakupić Soszyńskim m.in. chemicznego giganta Fragnance Floral i z miejsca stać sę jednym z najważniejszych producentów i importerów surowców chemicznych. Duża skala działalności i olbrzymie magazyny zaowocowały zarówno konkurencyjnami cenami jak i dostępnością towarów od ręki, co jeszcze bardziej spotęgowało wzrost rozwoju firmy. Według Wojciecha Soszyńskiego wartość firmy w ciągu 4 lat od jej kupienia wzrosła o tysiącokroć.


Powrót do ojczyzny


W Polsce w latach 70. pojawiła się możliwość zakładania firm z kapitałem zagranicznym, tzw. firm polonijnych. Mający już niemal 70 lat Ignacy Soszyński po latach spędzonych poza granicami kraju postanowił powrócić do Polski. Jego syn z kolei preferował pozostanie w Maroku i tak początkowo było. W 1978 roku nestor otworzył w Poznaniu firmę Inter Fragrance, która początkowo zaczęła produkować kosmetyki i aromaty do ciast. Nie było żadnego problemu ze zbytem towarów, gdyż w kraju brakowało zwyczajnie wszystkiego. Problemy pojawiły się w obszarze zatrudnienia, ponieważ władze Polski Ludowej nie pozwalały na zatrudnianie więcej niż kilkudziesięciu pracowników, a Soszyński w pewnym momencie prowadzenia swoich firm miał pod sobą 1500 ludzi. Dokonał tego zakładając wiele mniejszych firm.

Kilka lat później na prośbę ojca do kraju wrócił również Wojciech. Sprzedając uprzednio dobrze prosperujące w Maroko biznesy wrócił, by wesprzeć ojca w prowadzeniu firmy rodzinnej. Firmy Soszyńskich bardzo dobrze prosperowały, klienci byli zachwyceni jakością i szerokim asortymentem wyrobów. Jednakże w 1985 roku pod zarzutem spekulacji Ignacy został aresztowany. Po przeprowadzeniu dochodzenia został oczyszczony z zarzutów, jednak niesmak pozostał. Nestor firmy wyjechał do Niemiec, gdzie dwa lata później zmarł.

Wojciech i Dorota Soszyńscy – twórcy imperum Oceanic S.A.


Poznali się dzięki wspólnym znajomym i szybko przypadli sobie do gustu. Dorota była absolwentką Akademii Muzycznej, która szybko swoje spectrum zainteresowań przeniosła za sprawą teścia i męża na rodzinną firmę. Oceanic powstał w 1982 roku. Miało to miejsce w czasach, w których sklepy w Polsce świeciły pustkami, a jedyne, dostępne od czasu do czasu kremy były uniwersalnego użytku, mając do tego niezbyt atrakcyjne opakowania. Gdy na półkach sklepowych pojawił się „pomarańczowy”, półtłusty krem dla alergików AA, który z miejsca podbił serca Polek.

To innowacyjne podejście i skupienie się na antyalergiczności dostrzeżone zostało przez Wojciecha i Dorotę Soszyńskich, którzy w trakcie swoich podróży po Europie zauważyli, że kosmetyki sprzedają się nie tylko w drogeriach, ale również i w aptekach. Postanowili skupić się na tym segmencie rynku i produkować produkty antyalergiczne (stąd nazwa AA).

Pomarańczowy krem AA, sprzedawany w setkach tysięcy sztuk, zapoczątkował całą markę bestsellerowych kosmetyków antyalergicznych. To był strzał w dziesiątkę. Polki pokochały produkty AA, zaś złoty medal na Targach Poznańskich, a później kolejne nagrody, potwierdziły wysoką jakość oraz pozycję marki na polskim rynku. W ciągu następnych kilku lat firma Oceanic rozwijała się  Rok 1989 roku dla marki, jak i dla wielu innych polskich firm, okazał się trudny.

Wiele Polek przerzuciło się na kosmetyki z importu, kompletnie tracąc zainteresowanie rodzimymi produktami. Marka „made in Poland” stała się w Polsce niechciana. Należało szybko interweniować, inaczej firmie groził upadek. Dorota i Wojciech Soszyńscy nie zamierzali się jednak poddawać i zdecydowali się postawić wszystko na jedną kartę. Cały swój kapitał zainwestowali w ziemię, maszyny i supernowoczesną fabrykę w Trąbkach Małych niedaleko Gdańska, w ekologicznie czystym otoczeniu.

 

Fabryka powstała w 2004 roku i od tego momentu sprawy potoczyły się szybko. W 2005 roku firma Oceanic wprowadziła na rynek linię luksusowych kosmetyków AA Prestige, zaś dwa lata później rozszerzyła ją o kosmetyki gabinetowe AA Prestige Institute. Zamknięte w pięknych opakowaniach, zachwycały konsystencjami, zapachem i działaniem. W 2011 jako pierwsza firma zaprezentowała gamę naturalnych kosmetyków AA ECO dla osób o skórze wrażliwej i skłonnej do alergii. Czegoś takiego jeszcze nie było! W 2010 wprowadziła też preparaty pielęgnacyjne podzielone według kategorii wiekowych. Była to wówczas prawdziwa innowacja, którą dziś stosuje wiele innych kosmetycznych marek. Kolejne nowości firmy umocniły jej niekwestionowaną pozycję pioniera na polskim rynku kosmetycznym. Przełomem okazał się także rok 2017, w którym zadebiutowała marka AA Wings of Color. To pierwsza pełna gama kosmetyków do makijażu dla osób ze skórą wrażliwą i skłonna do alergii.

Dziś w portfolio Oceanic znajduje się ponad 1000 produktów.
Firmę Oceanic, która obecnie znajduje się w drugim pokoleniu właścicieli, czeka w bliżej nieokreślonej przyszłości jeszcze jedno bardzo duże wyzwanie – jest nim sukcesja. Nicole Soszyńska, córka właścicieli, która budowała swoją własną tożsamość zawodową poza rodzinną firmą, w tym roku dołączyła do Oceanica. Jest to jej dojrzała decyzja.

Czy Oceanic w kolejnych pokoleniach będzie dalej reprezentować Polskę jako globalna firma rodzinna? Zobaczymy.

Dziś, po 35 latach od chwili powstania, Oceanic jest uznaną marką nie tylko w Polsce, ale i na rynku międzynarodowym. Obecny jest w niemal 40 krajach w Europie, Azji, Ameryce i Afryce, zaś najsilniejszą pozycję ma na Ukrainie, Litwie, Białorusi, w Niemczech, Wietnamie, krajach Zatoki Perskiej, m.in. w Jordanii, Libii, Arabii Saudyjskiej oraz w USA. Zresztą ekspansja na rynki zachodnie nieustannie trwa. Eksport, który stanowi dziś 15% produkcji Oceanic, w ciągu trzech lat ma wzrosnąć do 40%. Jest to możliwe tylko dzięki sprecyzowanej filozofii marki i przemyślanej strategii działania. Oraz przede wszystkim świetnej jakości całkowicie bezpiecznych kosmetyków, które od pierwszego zastosowania rozkochują w sobie kolejne rzesze konsumentów.

 

O rozmowę i wywiad, specjalnie dla Family Business, poprosiłem Panią Dorotę Soszyńską. Oto zapis naszej rozmowy.

 

 

Moją ambicją jest, by Oceanic stał się firmą o globalnym zasięgu. W Polsce, dzięki naszej pracy, konsekwencji i filozofii jesteśmy liczącym się graczem i konkurujemy z największymi firmami zagranicznymi. Eksport jest naszą szansą – o pracy w rodzinnej firmie opowiada Dorota Soszyńska, właścicielka firmy Oceanic S.A.

 

Oceanic to firma rodzinna, którą od 35 lat prowadzi Pani wspólnie z mężem. Wszystko zaczęło się jednak jeszcze przed wojną za sprawą Ignacego Zenona Soszyńskiego. Jak wspomina Pani pracę z teściem? Czego się Pani od niego nauczyła?

Mój teść, Ignacy Zenon Soszyński, był charyzmatycznym człowiekiem, genialnym przedsiębiorcą i wielkim filantropem. W ciągu swojego życia stworzył kilka przedsiębiorstw, które zawsze idealnie trafiały w potrzeby rynku. Już przed wojną założył pierwszą fabrykę kosmetyków. Po wojnie otworzył kolejną w Warszawie, która została znacjonalizowana. Rozgoryczony systemem wyjechał z kraju. Studiował na Sorbonie we Francji, a potem w Grasse uczył się, jak komponować zapachy. W końcu trafił do Casablanki, gdzie z sukcesem prowadził firmę wytwarzającą olejki eteryczne i kosmetyki. Po powrocie do Polski założył firmę Inter Fragrances, która wytwarzała kosmetyki i aromaty do ciast. Zatrudniał 1,5 tysiąca osób.  Ówczesne władze nie pozwały mu rozwinąć skrzydeł na miarę jego ambicji i na początku lat 80. ponownie wyjechał z Polski. Po 2 latach zmarł w Niemczech.

Mój teść był niezwykłym człowiekiem. Inspirował wielu ludzi, w tym także mnie. Zaraził mnie pasją do branży kosmetycznej. Dzięki niemu nauczyłam się też, że ciężką pracą można zrealizować każde marzenie.

Jaką postawę powinno przyjąć młodsze pokolenie sukcesorów, by jak najwięcej czerpać z wiedzy i doświadczenia nestorów?

Powinno być otwarte na wiedzę i doświadczenie rodziców, co często jest bardzo trudne. Ale tylko pokora i chęć nauki są gwarancją sukcesu.

Jak zapamiętała Pani pierwszy poważny kryzys, który dotknął rodzinną firmę i jak sobie Pani z nim poradziła?

W trudnych sytuacjach w firmach rodzinnych bardzo ważne są rozmowy członków rodziny, wspólne podejmowanie decyzji, a następnie konsekwencja w działaniu. W takich wypadkach rodzina powinna się jednoczyć i wzajemnie wspierać. Pamiętam moment transformacji, pod koniec lat 80., gdy na polski rynek zaczęły wchodzić firmy zagraniczne. Przyszłość Oceanica stała pod znakiem zapytania. Wspólnie z mężem zdecydowaliśmy wtedy, że wszystkie środki inwestujemy w supernowoczesną fabrykę w Trąbkach Małych. To był świetny, choć odważny krok, który doprowadził nas do miejsca, w którym jesteśmy dzisiaj.

W dzisiejszych turbulentnych czasach, dobie silnej konkurencji koncernów globalnych, która dotyka polskie branże, trudno jest być krok do przodu przed konkurencją. Pani branża jest fenomenem. Można by rzec, że polska branża kosmetyczna „firmami rodzinnymi stoi”. Czy to właśnie rodzinność i zaufanie do rodzimej marki, którą sygnuje Pani swoim wizerunkiem, autentycznością i dobrym imieniem, są kluczowe w budowaniu długotrwałych relacji z klientem?

Nie należy zapominać, że polska branża kosmetyczna charakteryzuje się długą tradycją, sięgającą początku XX wieku. Polskim markom udało się zbudować zaufanie konsumentów przede wszystkim dzięki jakości i skuteczności proponowanych produktów. Ale oczywiście wizerunek właścicieli również jest jednym z elementów postrzegania marki i jej budowania. Jako firma rodzinna jesteśmy na pewno bardziej autentyczni.

Co Panią najbardziej inspiruje w biznesie? Gdzie szuka Pani innowacji?

Najbardziej inspiruje mnie możliwość stałego rozwoju poprzez obserwację branży kosmetycznej w Polsce i na świecie. Często biorę też udział w kongresach, współpracuję z placówkami naukowymi, mam kontakt z renomowanymi dostawcami surowców. Inspiracji szukam zawsze i wszędzie. Każdy wyjazd na targi kosmetyczne to okazja, by zobaczyć, co nowego i ciekawego proponuje branża. Instynktownie wyczuwam trendy i potrafię przewidzieć, w jakich kierunkach zmierza biznes. Obserwuję też konkurencję. Warto, bo polski rynek kosmetyczny rozwija się niezwykle dynamicznie. Mam naturę wojownika, lubię wyznaczać sobie cele i konsekwentnie do nich dążyć.

Czy zdarzało się Pani trzaskać drzwiami w firmie rodzinnej? Jak nie dopuszczać do konfliktów i rozwiązywać różnice zdań na tle biznesowym, by nie dotykały one prywatnej sfery życia?

Konflikty zdarzają się w każdej firmie, nie tylko rodzinnej. Jednak myślę, że to zwłaszcza praca w rodzinnej firmie wymaga od nas wielu kompromisów i dojrzałości. Na szczęście z wiekiem stajemy się bardziej pokorni i otwarci na uwagi innych, co pomaga w rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych.

Oceanic to jedna z niewielu polskich marek eksportowych. W jaki sposób dokonuje Pani wyboru konkretnego nowego rynku do ekspansji zagranicznej?

To nieprawda, wiele polskich firm kosmetycznych eksportuje. Oceanic od wielu lat bierze udział w najważniejszych targach kosmetycznych na całym świecie, np. w Dubaju, Moskwie, Bolonii, Hong Kongu i Kijowie. Tam nawiązujemy kontakty z potencjalnymi klientami. Współpracujemy także z izbami przemysłowo – handlowymi z różnych krajów. Od jakiegoś czasu nie musimy już tak bardzo zabiegać o nowe rynki. Przez lata udało nam się wypracować na tyle dużą świadomość marki poprzez jej unikatową filozofię, że kontrahenci z całego świata sami się do nas zgłaszają.
Który kraj ekspansji był dla Pani największym wyzwaniem? Dlaczego?
Każdy nowy kraj jest wyzwaniem, ponieważ ma swoje przepisy, regulacje, dopuszczenia i różne formy dystrybucji. Wszystko to musimy dokładnie zgłębić, zanim zdecydujemy się na ekspansję.

Czy to, że prowadzi Pani rodzinną firmę, pomaga w negocjacjach z partnerami biznesowymi za granicą?

Oczywiście, że pomaga. Dzięki temu mogę być bardziej elastyczna i szybciej podejmować decyzje, bo mam pełne zaufanie męża. Dodatkowo, jako rodzinna firma wzbudzamy większe zaufanie, a to w biznesie ma bardzo ważna wartość.

Ile godzin dziennie spędza Pani pracując bądź myśląc o firmie?

Myślę o firmie cały czas. Praca to moja pasja. Kocham to, co robię, więc praktycznie mnie to nie męczy. Emocjonalnie angażuję się w każdą decyzję dotyczącą firmy.

Czy zabiera Pani telefon służbowy na wakacje?

Zawsze mam go przy sobie. Mój kalendarz znają kluczowi pracownicy. W każdej chwili mogą się ze mną skontaktować telefonicznie lub mailowo.
Wielu właścicieli firm rodzinnych nie ma hobby, przez co często trudno jest im zachować tzw. work – life balance. A jak jest u Pani?
Po latach powoli się tego uczę. Bardzo ciężko jest odciąć się od firmy. Mimo to często podróżuję i żyję trochę na dwa kraje – w Polsce i we Francji. Myślę, że młodym jest łatwiej taki balans znaleźć. Obserwuję moją córkę i widzę, że ma zupełnie inne podejście do pracy i czasu wolnego.

Pani córka, Nicole, od paru lat buduje swój własny autorytet na polu biznesowym. Jaka jest rola rodzica w momencie, w którym dziecko chce spełniać swoje biznesowe marzenie?

Rodzice mają służyć radą i doświadczeniem, a przy tym pozwalać dziecku na popełnianie błędów, bo dzięki temu może ono zdobyć własne doświadczenie.

Czy widzi Pani w jej podejściu do biznesu swoje lustrzane odbicie z tamtych czasów?

Raczej nie. Moja córka należy do innego pokolenia i ma zupełnie inne oczekiwania.

Jak wychować dziecko w duchu przedsiębiorczości? Jakie wartości przekazać?

Te najważniejsze: uczciwość, pracowitość, odpowiedzialność, szacunek zarówno dla pracowników, jak i partnerów biznesowych. Zresztą, to podstawa nie tylko udanego biznesu, ale i dobrych relacji międzyludzkich.

Pani córka jest teraz w podobnym wieku, w którym Pani zaczynała stawiać pierwsze kroki w branży kosmetycznej. Czy córka będzie pracować w Oceanicu?

Zdecydowanie tak. Na razie nabiera doświadczenia, uczy się i szkoli. Branżą kosmetyczną interesuje się od dawna, ale coraz częściej mówi, że swoją przyszłość widzi w Oceanicu.

Czy myślała już Pani o sukcesji? Czy Oceanic dalej pozostanie firmą rodzinną?

Mam nadzieję, że tak. Kwestię sukcesji na szczęście mamy już za sobą. To był trudny i długotrwały proces, ale dzięki temu mam poczucie, że gdyby cokolwiek nam się stało, nasza córka jest zabezpieczona.

Jakie plany ekspansji i rozwoju ma Oceanic na najbliższe lata? Które rynki są dla Pani najbardziej atrakcyjne?

Moją ambicją jest, by Oceanic stał się firmą o globalnym zasięgu. W Polsce, dzięki naszej pracy, konsekwencji i filozofii jesteśmy liczącym się graczem i konkurujemy z największymi firmami zagranicznymi. Eksport jest naszą szansą. Już teraz jesteśmy obecni na ponad 40 rynkach świata i mam nadzieję, że nasz zasięg będzie przez najbliższe lata stale rósł. Każdy rynek, który ma potencjał jest dla mnie ciekawy i fascynujący. Jestem gotowa na wyzwania.


Dziękuję za rozmowę.
Wywiad przeprowadził: Łukasz Tylczyński, Instytut Biznesu Rodzinnego

 

O Łukasz Tylczyński

Łukasz Tylczyński
Ekspert ds. badań i rozwoju. Współorganizator Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych, odpowiedzialny za komunikację medialną, program oraz opiekę nad prelegentami. Realizator największych polskich badań w obszarze przedsiębiorczości rodzinnej: m.in. GUESSS i FACTS. Autor licznych artykułów, raportów i publikacji w obszarze biznesu rodzinnego oraz twórca rankingów firm rodzinnych. Prelegent i moderator paneli tematycznych w obszarze family business. Realizuje projekty związane z popularyzacją przedsiębiorczości rodzinnej w Polsce i na świecie.

Zobacz również

Sztuka Konwersacji Między Pokoleniami. CZĘŚĆ 3 konsorcjum kuzynów, „Drugi rozmówca”

W pierwszym artykule z tej serii opisujemy, że jednym z głównych celów pracy z firmą rodzinną lub w  firmie jest pomoc w tworzeniu warunków umożliwiających efektywną komunikację między przywódcami  dzisiaj i jutro. W naszym studium przypadku spadkobiercy drugiego pokolenia imperium dystrybucji żywności w całym kraju, bracia Woods*, stoją w obliczu kryzysu związanego z przekazaniem ich wspólnego dziedzictwa następnemu pokoleniu (które do tej pory nie okazywało zainteresowania udziałem w firmie), zdecydowali się zabrać do pracy i zaplanować organizację sukcesji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.