Strona domowa / Biznes / Carl Elsener jr. – właściwy człowiek na właściwym miejscu w VICTORINOX

Carl Elsener jr. – właściwy człowiek na właściwym miejscu w VICTORINOX

30 lat wspólnej pracy z ojcem, zawsze we wspólnym gabinecie, nauczyło go, jak rozwijać biznes, jak pielęgnować rodzinne wartości i jak dbać o najcenniejsze aktywo – ludzi. Choć jego firma jest znana i szanowana na całym świecie dzięki swoim niezawodnym scyzorykom, których używali astronauci w misjach kosmicznych czy… MacGyver, to mało kto w Polsce wie, że za tym biznesem stoi piękna historia jednej niezwykle skromnej rodziny. Poznajmy człowieka, który swój czas w firmie traktuje jako rozdział w wielopokoleniowej sztafecie pokoleń. O sukcesji, rodzinnej firmie, mechanizmach rodzinnego ładu i podejściu do pracy z rodziną opowiada Carl Elsener jr. z czwartego pokolenia właścicieli legendarnego szwajcarskiego VICTORINOX.

Czy ma Pan jeszcze swój pierwszy scyzoryk, który otrzymał kiedyś od ojca?
Niestety z wielkim żalem muszę przyznać, że nie mam już mojego pierwszego scyzoryka. Dałem go w prezencie mojemu najlepszemu koledze ze szkolnej ławki.

Rozmawiam z człowiekiem, którego firma rodzinna od pokoleń wyznacza standardy, a nazwa jego firmy jest używana jako synonim słowa scyzoryk, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. A czym dla Pana jest VICTORINOX?
To ogromne dziedzictwo, ale i ogromny zaszczyt. Mogąc prowadzić nasz rodzinny biznes w czwartym pokoleniu jestem niezwykle dumny z tego, co dokonały dla firmy i rodziny poprzednie pokolenia. Jestem im za to wdzięczny i chcę dalej kontynuować zapoczątkowaną drogę.

Jak wyglądała Pana droga sukcesora firmy rodzinnej? Czuł Pan, że chce kontynuować dziedzictwo rodzinne, a może chciał Pan robić w życiu zupełnie co innego? Jaką rolę w tym procesie odegrał Pana ojciec?
Mój ojciec włączał mnie do swoich działań biznesowych już od najmłodszych lat. Zawsze czułem wielką pasję, którą wszyscy pracownicy wkładali w produkcję naszych noży. Byłem zafascynowany tą atmosferą i od początku czułem, że VICTORINOX to jest przestrzeń, z którą chciałbym się związać, której chciałbym być częścią. Mój rozwój w firmie następował stopniowo, organicznie i krok po roku przejmowałem coraz więcej moich dzisiejszych obowiązków. Firma rodzinna była zdecydowanie moim samodzielnym, ale i naturalnym wyborem. Pracowałem wspólnie z moim ojcem przez ponad 30 lat, zawsze w tym samym biurze. Omówiliśmy razem wiele problemów i przedyskutowaliśmy niezliczone ilości tematów i wspólnie podejmowaliśmy ostateczne decyzje. Ojciec przygotował mnie do sukcesji w najlepszy możliwy sposób i zawsze był wspaniałym wzorem do naśladowania.

Karl Elsener, założyciel Victorinox

Czy sukces szwajcarskich noży oficerskich nie jest również małą klątwą? Jak wygląda budowanie marki i zaufania klientów w pozostałych grupach produktowych (np. w mocno rozwiniętym już rynku szwajcarskich zegarków)? Bo że jest trudniej, to nie mam żadnych wątpliwości.
Traktuję to bardziej jako wyzwanie niż klątwę i jest to istotny krok do rozwoju naszego biznesu. Nasi klienci, którzy zaufali naszym scyzorykom, zazwyczaj noszą je schowane w kieszeniach. Tak więc w przypadku naszych pozostałych kategorii produktów jak zegarki czy sprzęt turystyczny i podróżniczy, dążymy do tego, aby nasza marka była bardziej widoczna. Ponadto dzięki naszym perfumom i zapachom dodajemy naszej marce emocji. Jesteśmy też w dobrej pozycji wyjściowej, dzięki ugruntowanej pozycji naszej marki oraz lojalnej bazie klientów, którzy zaufali naszym szwajcarskim nożom oficerskim.

Jestem z Polski, więc nie obejdzie się bez pytań o nasz kraj. Jak pamięta Pan otwarcie granic biznesowych po rozpadzie Bloku Wschodniego? Jak budował się rynek dla VICTORINOXa w Polsce i jakie są jego dalsze perspektywy?
Pamiętam, że otwarcie granic wywołało wiele pozytywów po obu stronach. VICTORINOX otworzył filię w Polsce już w 1993 roku. Dziś Polska jest jednym z 10 najważniejszych dla nas rynków. Wasz rynek wykazuje silny i zdrowy wzrost w porównaniu z resztą Europy. Widoczny jest tutaj rozwój klasy średniej, która lubi podróżować i zaufała w tym sektorze szwajcarskim markom. Wciąż rozwijamy w Polsce naszą działalność np. w ubiegłym roku otworzyliśmy sklep VICTORINOX w Warszawie.

Ile dni w roku przebywa Pan w biznesowych rozjazdach?
Mając 14 filii na całym świecie, bardzo dużo podróżuję w interesach. Mimo to, oczywiście, polegam na moich lokalnych zespołach.

No właśnie, w dzisiejszych czasach, by sprostać wymaganiom pędzącego świata wizjonerzy tacy jak Pan coraz częściej scedują obowiązki na silne, niezależne i kreatywne zespoły. Jaką ma Pan filozofię budowania zespołów w firmie?
Jesteśmy firmą rodzinną opartą na wartościach, a nasza kultura organizacyjna koncentruje się na uczciwości, otwartości, zaufaniu, szacunku, wdzięczności, skromności, odwadze i odpowiedzialności. Zachęcamy i motywujemy naszych pracowników do osiągania wybitnych rezultatów, jednocześnie zachowując zdrowy balans pomiędzy nagradzaniem, uznaniem i pochwałą, zarówno tę materialną, jak i personalną. Praca zespołowa jest dla nas bardzo ważna w kontekście długookresowego sukcesu firmy. W naszej strategii skupiamy się na haśle „jeden zespół, jednym głosem”. Definiujemy naszą organizację i procesy w taki sposób, by sprzyjać pracy zespołowej i wzajemnej współpracy.

Czy angażuje się Pan jeszcze w operacyjne obszary prowadzenia biznesu, czy skupia się już bardziej na horyzontach strategicznych?
Jako Prezes Zarządu rodzinnej firmy jestem aktywny w obu obszarach. Moją rolą jest oczywiście strategiczne ustalenie kierunku rozwoju firmy, np. w ubiegłym roku przeprowadziliśmy największą reorganizację w historii naszej firmy i zmieniliśmy strukturę organizacyjną z liniowej na funkcjonalną. Wciąż czerpię radość z uczestnictwa w operacyjnych obszarach firmy, szczególnie w kontaktach z naszymi pracownikami, klientami oraz związanych z rozwojem produktu.

Kiedy zrealizował Pan swój pierwszy samodzielny projekt? Co to było? Czy zakończył się sukcesem?
Kontynuuję ścieżkę, którą wyznaczył mój ojciec, ale silnie podkreślam kierunek internacjonalizacji naszej działalności oraz ekspansję marki VICTORINOX jako marki wieloproduktowej. Pierwszym większym projektem, który zrealizowałem samodzielnie, było otwarcie naszej pierwszej zagranicznej filii. Była to Japonia.

Czy sam projektuje Pan produkty VICTORINOXa?
Mamy dedykowany zespół własnych projektantów, którzy rozwijają nasze produkty. Mam do nich ogromne zaufanie. Niemniej jednak jestem osobą otwartą, która interesuje się panującymi trendami i oczekiwaniami naszych klientów. Dlatego też w trakcie procesu tworzenia zawsze przedstawiam zespołowi swój punkt widzenia. A czasami nawet więcej. Na przykład w roku 2017 własnoręcznie zmontowałem 300 scyzoryków z okazji wyprodukowania przez naszą firmę 500-milionowego noża. Wręczyłem je osobiście naszym kluczowym pracownikom na całym świecie w geście uznania, ale też po to by powiedzieć „Dziękuję” za ich ciężką, codzienną pracę.

Sukcesy i porażki… Co było dla Pana największą biznesową lekcją w trakcie prowadzenia firmy? Czego ta lekcja Pana nauczyła?
Sukcesy i porażki są często od siebie zależne. Widoczne jest to wtedy, kiedy uczysz się na błędach, które popełniasz i starasz się je poprawiać, by uniknąć ich w przyszłości. Dam Panu przykład: 11 września (red. zamachu na World Trade Center) i w szybkiej konsekwencji zakaz wnoszenia jakichkolwiek ostrzy na pokład samolotów znacznie wpłynęły na naszą działalność w 2001 roku. Pokazało nam to dobitnie, że nie możemy być zależni tylko od jednej kategorii produktów. W konsekwencji zmniejszyliśmy tę zależność i rozszerzyliśmy nasze kategorie produktowe o zegarki, akcesoria podróżne i perfumy. W rezultacie tych działań, dzisiaj notujemy wzrost rozpoznawalności, atrakcyjności i widoczności naszej marki.

Jak wygląda sprawowanie przez Pana i rodzinę Elsenerów nadzoru właścicielskiego nad firmą? Gdyby miał się Pan wcielić w mentora dla polskich nestorów i sukcesorów rodzinnego biznesu, który w większości przypadków przez pryzmat własności jest w pierwszym pokoleniu, to jak najlepiej podejść do wypracowania odpowiednich mechanizmów Ładu Rodzinnego, tak by były one przede wszystkim przemyślane, trwałe i sprawiedliwe?
Z mojej perspektywy prowadzenie firmy rodzinnej jest prostsze. Możesz skupić się i planować działania w dłuższej perspektywie. My, Elsenerowie, nie myślimy o nadchodzących kwartałach, lecz o następnych pokoleniach. Mam siedem sióstr i trzech braci, dziewięcioro z nich pracuje w firmie, w różnych działach. Pięcioro z nich to członkowie Zarządu. Aby zapewnić ciągłość naszej firmy rodzinnej, założyliśmy w 2000 roku fundację, która skupia większość udziałów. Oznacza to w praktyce, że członkowie rodziny nie posiadają na własność akcji firmy i nie czerpią z tego tytułu dywidend. Jeżeli chcemy zarobić dla siebie pieniądze, zakasujemy rękawy i ciężko pracujemy.

Produkcja w fabryce Victorinox dawniej

VICTORINOX to firma rodzinna od A do Z. Pracuje Pan także z żoną Veroniką. Jak zachować balans życia rodzinnego od życia zawodowego? Czy w ogóle można?
Oczywiście nie zawsze jest to możliwe i łatwe, dużo rozmawiamy o firmie w domu. Ale ponieważ mamy z moją żoną trójkę wspaniałych dzieci, to mamy również inne tematy do rozmów.
Kiedy nie pracuję to uwielbiam czas wolny spędzać z rodziną. Wspólnie organizujemy piesze i rowerowe wycieczki do przepięknej Swiss Knife Valley. Na wakacje często wybieramy się do szwajcarskiego kantonu Engadine, gdzie latem lub jesienią cieszymy się piękną, kolorową górską scenerią, a zimą poruszamy się na nartach biegowych lub korzystamy ze stoków narciarskich. Lubię również relaksować się przy muzyce klasycznej, czytać dobre książki lub grać w „Jass”, czyli szwajcarską grę karcianą.

W firmę zaangażowani są przedstawiciele czwartego i piątego pokolenia sukcesorów biznesu założonego przez Karla Elsenera. Jakie są według Pana największe różnice w podejściu do pracy millennialsów a Pana pokolenia? Co wnosi do firmy młoda krew?
Pionierski duch jest częścią naszego dziedzictwa, a także stałym źródłem rozkwitu innowacji. Zatrudniamy zróżnicowane zespoły doświadczonych oraz młodszych pracowników. Ta mieszanka młodości i doświadczenia utrzymuje nasz właściwy puls. Na przykład bardzo aktywnie działamy w mediach społecznościowych i lubimy angażować naszych fanów. Niedawno zostaliśmy wybrani jednym z najlepszych pracodawców w Szwajcarii, oferując takie korzyści jak praca na pół etatu, elastyczny czas pracy czy praca zdalna, tzw. home office. To czyni nas interesującym miejscem do pracy również dla millenialsów.

Jakie są rytuały (np. wspólne wyjazdy, spotkania, posiłki) rodziny Elsenerów, które wzmacniają rodzinę w firmie i firmę w rodzinie?
Czwarte i piąte pokolenie naszej rodziny spotyka się średnio trzy do czterech razy w roku na zebraniu lub wspólnym posiłku. Wtedy rozmawiamy o naszych wartościach, filozofii i aktualnych wyzwaniach.

W komunikacji zewnętrznej jak i wewnętrznej VICTORINOX z dumą mówi o sobie, że jest biznesem rodzinnym. Jakie korzyści według Pana daje rodzinność biznesu?
Duże firmy z reguły kładą silny nacisk na wartość dodaną dla akcjonariuszy i zwiększenie krótkoterminowych zysków. W VICTORINOX myślimy o kolejnych pokoleniach, a nie kolejnych kwartałach. Cieszymy się dzięki temu większą swobodą i możemy działać bardziej elastycznie, bardziej niezależnie. W długim okresie koncentrujemy się na organicznym, zrównoważonym rozwoju, naszych klientach, naszych pracownikach oraz na jakości i niezawodności naszych produktów.

Jakim miejscem pracy jest VICTORINOX? Przeczytałem w jednym z tekstów o Pana firmie, że średnia długość stażu pracy w Pana firmie to 22 lata, a wielu pracowników obchodziło 40-, a nawet 50-lecie pracy w firmie. Co stanowi tę magię i DNA pracy u Pana, że ludzie chcą tu zostać niemal na zawsze?
Nasza firma realizuje jasne cele ekonomiczne, ale czujemy się zobowiązani do prowadzenia biznesu zgodnie z zasadami jego społecznej odpowiedzialności. Dbamy o naszych pracowników i zapewniamy bezpieczne środowisko pracy oparte na takich wartościach jak otwartość, wzajemny szacunek i wdzięczność. Ponadto oferujemy im godziwą płacę i różne korzyści w postaci np. najlepszych świadczeń socjalnych oraz możliwości rozwoju osobistego. W samym Ibach zatrudniamy 950 osób. Mimo tak dużej struktury udało nam się utrzymać atmosferę rodzinnej firmy. Poczucie współtworzenia i bycia częścią rodzinnej firmy stanowi dla naszych pracowników dużą motywację. Napędza ich to, że mogą stanowić o sile firmy, która wytwarza znaną i cenioną na całym świecie za swoją jakość i niezawodność markę, szwajcarską ikonę.

Wrócę do poprzedniego wątku. W Polsce mamy duży problem z pracownikami, rynek pracy to w zasadzie rynek pracownika. Młode pokolenie nie bardzo chce zostać dłużej w jednym miejscu. Czy w Szwajcarii wyzwanie jest podobne? Jak sobie Pan z nim radzi?
Myślę, że ważne jest, aby zaoferować im konkretne możliwości rozwoju osobistego i pokazać im, że kariera jest również możliwa bez zmiany miejsca pracy co dwa lata. Na przykład mamy pracowników, którzy rozpoczynali swoją karierę zawodową w VICTORINOX jako praktykanci, a dziś są częścią naszego zarządu. Jestem przekonany, że możliwości osobistego rozwoju i zrozumienie wartości i wpływu wykonywanej pracy są kluczowymi elementami długofalowego zaangażowania naszych pracowników.

Jakie ma Pan jeszcze największe biznesowe marzenie?
Chcemy nadal rozwijać naszą obecność na mapie świata i otwierać nowe, kolejne filie. Chcemy skupiać się na rozwoju naszej pozycji detalicznej i zaskakiwać naszych klientów nowymi innowacyjnymi produktami i niezapomnianymi wrażeniami z dokonanych u nas zakupów. Pragnę, aby marka VICTORINOX stała się jeszcze bardziej pożądaną marką w oczach naszych klientów.

Co chciałby Pan zostawić kolejnym pokoleniom z perspektywy możliwości biznesowych?
Życie biznesowe jest pełne możliwości, wystarczy po nie sięgnąć. Jedno po drugim. Z odpowiednią ufnością, odwagą i zaufaniem. Zgodnie z powiedzeniem, że przyszłość nie jest tym co się wydarzy, ale tym, jaką ją uczynimy.

Co oznacza dla Pana dobrze przeprowadzona sukcesja?
Dobrze przeprowadzona sukcesja wymaga długoterminowego planowania, aby zapewnić ciągłość istnienia firmy. Jednakże nie ma na to standardowej recepty, która sprawdziłaby się w każdym przypadku. To naprawdę uzależnione jest od indywidualnej sytuacji. Musisz wyczuć, co należy zrobić. Z pewnością sukcesor musi mieć niezbędną wiedzę i doświadczenie, ale też zaangażowanie i pasję do pracy.

Czego możemy Panu życzyć w najbliższych latach?
Jestem osobą raczej skromną. Jeżeli będę mógł nadal cieszyć się dobrym zdrowiem, moją pracą i moją rodziną w tym samym stopniu co teraz, to będę siebie uważał za bardzo szczęśliwego człowieka.

Dziękuję za rozmowę.

O Łukasz Tylczyński

Łukasz Tylczyński
Ekspert ds. badań i rozwoju. Współorganizator Międzynarodowego Kongresu Firm Rodzinnych, odpowiedzialny za komunikację medialną, program oraz opiekę nad prelegentami. Realizator największych polskich badań w obszarze przedsiębiorczości rodzinnej: m.in. GUESSS i FACTS. Autor licznych artykułów, raportów i publikacji w obszarze biznesu rodzinnego oraz twórca rankingów firm rodzinnych. Prelegent i moderator paneli tematycznych w obszarze family business. Realizuje projekty związane z popularyzacją przedsiębiorczości rodzinnej w Polsce i na świecie.

Zobacz również

Swarovski – 5 pokoleń kryształowego imperium

Perfekcjonizm, doskonałość i innowacyjność: te podstawowe wartości przyjął jako swoją mantrę jubiler Daniel Swarovski, kiedy …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.